Mam poważne podejrzenie, że czas został potajemnie podkręcony jak licznik w starym maluchu.
Bo przecież to niemożliwe, żeby:
– rano był poniedziałek
– po południu był czwartek
– a wieczorem… znowu poniedziałek.
KIEDYŚ:
– wakacje trwały trzy epoki lodowcowe,
– lekcja matematyki była wiecznością,
– a droga do domu – duchową pielgrzymką.
A TERAZ?
Mrugniesz.
I jest: „jak to już wrzesień?”
Mrugniesz drugi raz.
„Jak to znowu święta?”
Trzeci raz już nie mrugasz, bo boisz się, że obudzisz się na emeryturze.
I nie.
To nie jest tylko Twoje wrażenie.
To nie jest też „bo się starzejemy” (chociaż to bardzo wygodne wyjaśnienie).
To jest robota mózgu.
Sprytnego. Leniwego. I trochę bezczelnego.
1. MÓZG KODUJE NOWOŚĆ, NIE RUTYNĘ.
Mózg jest jak księgowy.
Nie zapisuje wszystkiego.
Zapisuje tylko to, co uzna za „warte uwagi”.
DIECKO:
– nowe buty,
– nowy zapach,
– nowy kolega,
– nowy strach,
– nowa radość,
klik, klik, klik – pamięć się zagęszcza.
DOROSŁY:
– ta sama kawa,
– ta sama droga,
– ten sam sklep,
– ten sam serial („bo już nie mam siły wybierać”)…
mózg mówi:
„Znamy to. Było. Odhaczone. Następny dzień.”
Efekt?
Gdy patrzysz wstecz:
– okres pełen nowości wydaje się długi,
– rutyna kurczy czas jak pranie w 90 stopniach.
Hipokamp (ten od pamięci epizodycznej) kocha nowość.
A z wiekiem coraz częściej przechodzi w tryb:
„automat + oszczędzanie energii”.
Czyli: życie na skróty.
A skróty… skracają.
2. PROPORCJA ŻYCIA – MATEMATYKA BEZ LITOŚCI.
Tu nie ma romantyzmu. Jest Excel.
Dla 10-latka:
1 rok = 10% życia.
Dla 50-latki:
1 rok = 2% życia.
Mózg nie myśli: „o, minął rok”.
Mózg myśli:
„Aha. To był mały kawałek całości.”
Efekt?
Każdy kolejny rok to coraz mniejszy plaster tortu.
I dlatego znika szybciej, niż zdążysz powiedzieć „gdzie ja położyłam okulary”.
3. DOPAMINA – ZŁODZIEJ LUB STRAŻNIK CZASU.
Z wiekiem:
– spada poziom dopaminy,
– spada tempo przetwarzania bodźców.
A dopamina to czasowy regulator ruchu.
Badania pokazują jasno:
– więcej dopaminy → czas się ROZCIĄGA
– mniej dopaminy → czas UCIEKA
Dlatego:
– stres + rutyna = „nie wiem, co robiłam w tym tygodniu”,
– flow + zaangażowanie = „jak to już 3 godziny?!”
Czyli:
– jeśli ciągle jesteś w napięciu – czas Cię okrada,
– jeśli robisz coś z przyjemnością – czas siada obok i czeka.
4. PAMIĘĆ NIE JEST TAŚMĄ – JEST ALBUMEM.
Nie pamiętasz życia jak filmu.
Pamiętasz je jak album ze zdjęciami.
Jeśli tydzień ma:
– 1–2 powtarzalne aktywności → wygląda jak jedna strona,
– kilka wyraźnych zdarzeń → robi się gruby rozdział.
Z wiekiem często:
– mniej przełomów,
– mniej „pierwszych razów”,
– mniej momentów typu: „wow, zapamiętam to”.
I potem mówimy:
„Ten rok tak szybko minął”.
Nie.
On po prostu nie miał się czego złapać.
5. UWAGA UCIEKŁA DO ŚRODKA.
Z wiekiem rośnie:
– refleksyjność,
– analizowanie przeszłości,
– rozmowy z samą sobą („dlaczego ja wtedy…”).
A im mniej uwagi TU I TERAZ,
tym krócej odczuwany czas.
Mindfulness naprawdę działa.
Nie dlatego, że jest modne.
Tylko dlatego, że uwaga = czas.
Bez uwagi czas się rozpływa.
Jak masło na gorącej patelni.
Dobra. To jak REALNIE spowolnić czas?
Bez kadzideł. Bez białych szat. Bez „podnieś wibracje”.
1. Raz w tygodniu – ZRÓB COŚ PIERWSZY RAZ.
Cokolwiek:
– inna droga,
– inna pora,
– inne miejsce,
– inne jedzenie.
Nowość = gęstsza pamięć = dłuższe życie w głowie
2. Trzy STOP-y dziennie.
30 sekund.
Nic więcej.
Rozejrzyj się.
Nazwij:
– 3 rzeczy, które widzisz
– 2 dźwięki
– 1 odczucie w ciele
To jest jak „zapisz plik”.
3. Wieczorne pytanie.
Nie: „co zrobiłam?”
Tylko:
„Co dziś było inne?”
Jedno zdanie.
Mózg to KOCHA.
4. Znudź się (tak serio).
Bez telefonu.
Bez tła.
Bez zagłuszania.
Nuda jest luksusem.
I przywraca czas.
5. Zrób coś wolniej, niż trzeba.
Nie po to, żeby zdążyć.
Tylko żeby być.
Na koniec, zanim czas znowu gdzieś ucieknie między kawą a „zaraz, która jest godzina” — małe podsumowanie:
Czas nie zwariował.
To mózg poszedł na skróty.
Za mało nowości, za dużo „znam to”, trochę stresu, trochę automatu i bach — tydzień znika jak skarpetka w pralce.
Ale dobra wiadomość jest taka:
przycisk PAUZY istnieje.
Nazywa się: uwaga, nowość i bycie tu, gdzie akurat jesteś.
Nie trzeba cofać metryki, wystarczy odświeżyć mózg.
Fantastyczna Maria Czubaszek miała na to jeszcze lepszą radę:
„Kobieta powinna raz na zawsze ustalić, ile ma lat, i się tego trzymać.”
No to ustalamy.
Ja mam 35.
Mózg przyjął do wiadomości.
Czas się nie kłóci.
A PESEL niech sobie gada sam do siebie.
Bo wiek to tylko liczba,
a poczucie czasu to kwestia stylu życia.
A teraz serio ciekawi mnie jedno:
ILE LAT MASZ TY? (tych ustalonych…nie z dowodu 😊)
