„Jeszcze nie teraz. Jeszcze nie dziś. Jeszcze nie ja.”
Jeszcze trochę schudnę. Jeszcze trochę zarobię. Jeszcze znajdę lepszą pracę. Jeszcze spotkam tę właściwą osobę. Jeszcze się ogarnę. Jeszcze wszystko poukładam.
A potem… zacznę żyć.
Brzmi znajomo? Jeśli tak – usiądź na chwilę. Zrób sobie herbatę. Albo kawę.
Bo mam dla Ciebie wiadomość, która może być jednocześnie uwalniająca i lekko irytująca:
Ten idealny moment nigdy nie nadchodzi.
Idealne życie – projekt bez daty realizacji
Wielu ludzi żyje w trybie „wersja robocza”. Jakby prawdziwe życie miało się dopiero zacząć.
Teraz to tylko rozgrzewka. Teraz to tylko próba generalna. Teraz to tylko etap przejściowy.
Prawdziwe życie zacznie się wtedy, gdy:
- będę mieć idealną sylwetkę,
- idealnego partnera,
- idealne konto w banku,
- idealną pracę,
- idealne warunki,
- idealny moment.
Problem w tym, że ideał jest jak horyzont. Idziesz w jego stronę – a on grzecznie się oddala.
Zawsze jest „jeszcze kawałek”. Zawsze jest „jeszcze nie teraz”. Zawsze jest „prawie”.
Marchewka na końcu wędki
Wyobraź sobie osiołka. (Nie obrażaj się – to tylko metafora 😄)
Przed nim wisi marchewka. Na długiej wędce. Osiołek idzie. Marchewka się oddala. Osiołek przyspiesza. Marchewka też.
Im szybciej biegniesz za idealnym momentem, tym szybciej on ucieka.
Bo gdy już schudniesz 10 kg – nagle okazuje się, że w sumie to 15 byłoby lepiej. Gdy zarobisz „fury pieniędzy” – pojawia się myśl, że jeszcze trochę i dopiero wtedy będzie bezpiecznie. Gdy znajdziesz partnera – zaczynasz się zastanawiać, czy to na pewno TEN.
Marchewka zawsze jest sprytna. Zawsze o krok przed Tobą.
Opowieść o małym kotku
Jest taka historia, którą bardzo lubię.
Mały kotek odkrył pewnego dnia, że szczęście musi znajdować się w jego ogonku. W końcu ogonek jest zawsze blisko, prawda?
Więc kotek zaczął biegać w kółko. Coraz szybciej. Jeszcze szybciej.
„Już prawie go mam!” – myślał.
Ale im szybciej biegał, tym szybciej ogonek mu uciekał. Zmęczył się. Odpoczął. I znowu biegał.
Ten sam efekt.
W końcu… przestał. Usiadł. Rozejrzał się. Stwierdził, że w sumie to świat jest ciekawy. I poszedł na spacer.
I wiesz, co się stało?
Ogonek poszedł za nim.
Bez biegania. Bez wysiłku. Bez desperacji.
Szczęście nie lubi pościgu
Szczęście jest trochę jak kot.
Jak za nim biegniesz – ucieka. Jak próbujesz je złapać – wymyka się. Jak bardzo się starasz – znika.
Ale gdy zajmiesz się swoim życiem, gdy zaczniesz iść swoją drogą, gdy przestaniesz się spinać…
ono często samo siada obok.
Cicho. Bez fanfar.
„Jeszcze nie mogę być szczęśliwa, bo…”
Zauważ, jak często stawiamy szczęście pod warunkiem.
- „Będę szczęśliwa, jak schudnę.”
- „Będę szczęśliwa, jak kogoś spotkam.”
- „Będę szczęśliwa, jak zmienię pracę.”
- „Będę szczęśliwa, jak wszystko się poukłada.”
A życie odpowiada:
„Okej. To poczekam.”
Tylko że ono nie czeka.
A co, jeśli to TERAZ jest życie?
A co, jeśli to nie jest próba generalna?
Co, jeśli to nie jest wersja robocza?
Co, jeśli to, co przeżywasz dziś – z całym chaosem, niedoskonałością, bałaganem emocjonalnym – jest dokładnie tym życiem, o które chodzi?
Nie jutro. Nie po awansie. Nie po diecie.
Teraz.
Małe życie zamiast wielkich obietnic
Nie chodzi o to, żeby przestać marzyć. Nie chodzi o to, żeby nie chcieć więcej.
Chodzi o to, żeby nie odkładać siebie na później.
Możesz:
- chcieć zmiany i jednocześnie żyć teraz,
- mieć cele i nie karać się za to, że jeszcze tam nie jesteś,
- iść do przodu bez czekania na idealne warunki.
Prawda, której nikt nie chce słyszeć (ale warto)
Nie będziesz kiedyś gotowa.
Nie będzie momentu, w którym wszystko kliknie.
Nie pojawi się dzień, w którym powiesz: „O, teraz już mogę zacząć być sobą.”
Bo bycie sobą nie wymaga pozwolenia.
A teraz wielki finał!
Jeśli dotarłaś aż tutaj, to chcę dać Ci coś bardzo konkretnego. Nie motywacyjną gadkę. Nie hasło do powieszenia na lodówce. Tylko prostą praktykę, którą możesz zacząć dzisiaj.
Bo to, czego pragniemy, naprawdę może zacząć do nas przychodzić samo. Nie przez gonitwę. Nie przez presję. Tylko przez małe kroki.
- Krok pierwszy – pytanie, którego nie wolno pomijać
Zadaj sobie pytanie:
Jak będę się czuła, kiedy będę już idealnie szczęśliwa?
Nie pomijaj go. Nie przeskakuj. Nie uciekaj do odpowiedzi typu „będę mieć”, „będę robić”, „będę osiągać”.
Chodzi tylko o jedno: jak się będziesz czuła.
I bardzo często, gdy dotrzesz do sedna, odpowiedź brzmi:
Będę spokojna. I będę radosna.
To jest punkt zwrotny.
- Krok drugi – pytania, które zmieniają kierunek
Skoro wiesz już, że kluczem jest spokój i radość, zadaj sobie kolejne pytania. Spokojnie. Bez presji. Jedno po drugim.
- Czego już dziś mogę robić w swoim życiu mniej, żeby mieć więcej spokoju i radości?
- Czego już dziś mogę robić w swoim życiu więcej, żeby mieć więcej spokoju i radości?
- Co już dziś mogę zacząć robić, żeby mieć w swoim życiu więcej spokoju i radości?
- Co już dziś mogę przestać robić, aby mieć w swoim życiu więcej spokoju i radości?
- Co już dziś mogę zrobić inaczej niż zawsze, żeby mieć choć odrobinę więcej spokoju i radości?
Nie musisz odpowiadać na wszystkie. Wystarczy jedna odpowiedź. Jedna drobna zmiana.
- Krok trzeci – zrób ten jeden mały krok
Gdy już wiesz, co to jest:
Zrób to.
Naprawdę.
Nie jutro. Nie „od poniedziałku”. Dziś.
To może być coś małego. Tak małego, że aż śmiesznego.
I wiesz co? Właśnie o to chodzi.
- Krok czwarty – nagroda i zatrzymanie
Zrobiłaś ten mały krok?
To teraz:
Zatrzymaj się. Zauważ. Poczuj.
Daj sobie małą nagrodę. Uśmiech. Ciepłą herbatę. Chwilę dumy.
I nazwij to:
„Mam dziś w swoim życiu odrobinę więcej spokoju i radości.”
I potem… po prostu powtarzaj
Następnego dnia zrób kolejny mały krok. I kolejnego dnia jeszcze jeden.
Bez gonienia. Bez biegania w kółko. Bez łapania ogonka.
A szybciej, niż myślisz, zorientujesz się, że:
Spokój i radość nie są już przed Tobą. Nie uciekają. Nie wiszą na wędce.
One idą obok.
Dokładnie tam, gdzie Ty.
Ten post dedykuję moim koleżankom, Adzie i Edycie, które zainspirowały mnie do zajęcia się tematem wiecznego czekania na „idealny moment „😊
