Siedzisz z kubkiem kawy, patrzysz w sufit i mówisz do siebie: „No dobra, czas coś zmienić w moim życiu.”
Po czym mija tydzień, miesiąc, rok… a Ty wciąż patrzysz w ten sam sufit. Cel przecieka przez palce jak makaron przed odsączeniem.
Spokojnie. To nie dlatego, że jesteś leniwa czy „niedokończona”. Po prostu nikt Ci nie powiedział, jak skutecznie formułować cele. A skoro tu jesteś — to właśnie zaczniemy to naprawiać.
Dzisiaj pogadamy o wyznaczaniu celów tak, jak robi się to na profesjonalnej sesji coachingowej, korzystając z metody poziomów neurologicznych Roberta Diltsa. I oczywiście w normalnym, ludzkim języku — bez akademickiego zadęcia.
Do tego dorzucę jedną ważną prawdę, której nikt nie chce słyszeć:
Jeśli Twoim celem jest zmienić swojego męża, żonę, szefa albo teściową — to odpuść. To nie zadziała.
Cel musi być zależny od Ciebie. TY jesteś jedyną osobą, na którą masz wpływ.
No to jedziemy.
Dlaczego wyznaczenie celu to już 50% sukcesu?
Bo to jak GPS w samochodzie. Możesz mieć super pojazd, nowe opony i kawę w termosie, ale jeśli wpiszesz w nawigację „nie wiem, gdzieś tam”, to zgadnij, gdzie dojedziesz?
Dokładnie. Nigdzie.
Większość ludzi nie osiąga swoich celów nie dlatego, że nie umie działać, tylko dlatego, że nie wiedzą, co dokładnie chcą osiągnąć. Albo ich cel brzmi tak mgliście, że nie da się go dotknąć, zmierzyć ani nawet dobrze wyobrazić.
Gdy formułujesz cel konkretnie, realistycznie, w zgodzie ze sobą i w sposób, który naprawdę Cię porusza — dzieją się rzeczy magiczne. I nie mówię o jednorożcach, tylko o Twojej motywacji, która wreszcie dostaje klarowny sygnał: „Robimy to!”
Poziomy Diltsa — i dlaczego są genialne
Wyobraź sobie taką piramidę (bez faraonów, spokojnie). Dilts pokazuje, że człowiek działa na różnych poziomach:
- Środowisko – gdzie jesteś i z kim.
- Zachowania – co robisz.
- Umiejętności – jak to robisz.
- Przekonania i wartości – dlaczego to robisz.
- Tożsamość – kim jesteś.
- Misja/duchowość – po co jesteś.
W coachingu pracujemy od góry do dołu — bo wyższe poziomy sterują niższymi. I właśnie dlatego, kiedy chcesz coś zmienić, najpierw warto sprawdzić, kim chcesz być i w co wierzysz, a dopiero potem brać się za listę zadań.
Jak wyznacza się cel według Diltsa – po ludzku, krok po kroku
1. Zaczynamy od misji: Po co Ci ten cel?
Brzmi górnolotnie, ale nie o to chodzi.
To po prostu pytanie:
„Po co mi to? Co to zmieni w moim życiu?”
Przykład:
Nie chodzi o to, żeby „schudnąć 10 kg”.
Chodzi o to, żeby odzyskać energię, pewność siebie, zdrowie i poczucie wpływu na własne życie.
Kiedy znajdziesz swój prawdziwy „po co” — motywacja robi salto i zaczyna działać dla Ciebie.
2. Tożsamość: Kim się stajesz, gdy osiągasz cel?
To jest moment szczerości.
Chcesz zmienić swoje życie? Okej.
Ale kim chcesz być, kiedy to zrobisz?
Nie „kim powinnaś/powinieneś”.
Kim naprawdę chcesz BYĆ?
Bo jeśli chcesz wydać książkę, to może nie chodzi o książkę — tylko o to, żeby stać się kimś, kto ma odwagę mówić światu, co myśli.
3. Przekonania i wartości: W co wierzysz — i co Cię blokuje?
Każdy cel ma swoich sabotażystów. Np.:
- „Nie jestem wystarczająco dobra.”
- „Najpierw muszę mieć idealny plan.”
- „Co ludzie powiedzą?”
I tu zaczyna się praca coachingowa:
Jakie przekonania Ci służą, a jakie trzeba pożegnać z szacunkiem i wysłać na emeryturę?
Z kolei wartości dają odpowiedź:
Dlaczego ten cel jest dla Ciebie ważny?
4. Umiejętności: Czego potrzebujesz się nauczyć?
W tym miejscu przestajesz liczyć na „motywację”, a zaczynasz planować rzeczywistość.
Chcesz zmienić pracę?
Może potrzebujesz nauczyć się obsługi Excela, albo… nauczyć się mówić „nie”.
Chcesz poprawić komunikację z partnerem?
Może czas nauczyć się rozpoznawać emocje, zanim trzaśniesz drzwiami.
5. Zachowania: Co konkretnie będziesz robić?
Tutaj cel zaczyna nabierać realnych kształtów.
To moment na pytania:
- Co zrobię dziś?
- Co zrobię w tym tygodniu?
- Co będzie moim pierwszym krokiem?
- Jak poznasz, że idziesz w dobrą stronę?
Tu przechodzimy od gadania do działania — bez presji, ale konsekwentnie.
6. Środowisko: Co w Twoim otoczeniu musi się zmienić?
Nie osiągniesz celu, jeśli Twoje otoczenie działa przeciwko Tobie.
Chcesz zdrowo jeść?
To nie trzymaj w szafce czekolady, która Cię woła po imieniu.
Chcesz pisać książkę?
Znajdź przestrzeń, gdzie nikt Cię nie zagaduje co 5 minut pytaniem „Co robisz?”.
Kluczowy warunek: Cel MUSI być zależny od Ciebie
Tak, wiem, to nie brzmi romantycznie.
Ale to jest prawda, która uratowała już niejedną coachingową duszę.
Jeśli Twoim celem jest:
- „Chcę, żeby mój mąż był bardziej romantyczny.”
- „Chcę, żeby szef mnie doceniał.”
- „Chcę, żeby moje dzieci w końcu się ogarnęły.”
…to masz zły cel.
Nie możesz zmienić ludzi.
Możesz zmienić tylko swoje zachowania, komunikację i granice.
Dlatego cel przekładamy na:
- „Chcę nauczyć się wyrażać potrzeby.”
- „Chcę nauczyć się stawiać granice.”
- „Chcę nauczyć się prosić o wsparcie.”
- „Chcę budować relację opartą na szacunku i szczerości.”
To są cele, na które masz wpływ.
A cele zależne od Ciebie — to cele, które da się zrealizować.
Cel musi być mierzalny
To nie może być:
- „Chcę więcej spokoju.”
- „Chcę lepiej o siebie dbać.”
- „Chcę być bardziej szczęśliwa.”
Mierzalny cel to taki, który odpowiada na pytania:
- Po czym poznasz, że cel został osiągnięty?
- Jak to zmierzysz?
- Jakie konkretne wskaźniki Ci powiedzą: „gotowe”?
Przykłady:
- „Będę ćwiczyć 3 razy w tygodniu przez 30 minut.”
- „Opracuję plan kariery i złożę CV do 5 firm w ciągu miesiąca.”
- „Będę mieć zaplanowane 2h tygodniowo tylko dla siebie.”
Mierzalne = realne.
Dlaczego ludzie odkładają cele na „kiedyś”?
Bo „kiedyś” nie istnieje.
Serio — sprawdź kalendarz. Nie ma takiego dnia.
Odkładamy, bo:
- cel jest za duży,
- za bardzo nas przeraża,
- nie jest nasz, tylko cudzy,
- nie wiemy, od czego zacząć,
- albo nie czujemy wewnętrznego sensu.
A metoda Diltsa świetnie rozbraja wszystkie te problemy, bo pokazuje cel z każdej strony — od duszy po codzienne zachowania.
Jak formułować cel, który naprawdę się osiąga?
Podsumujmy w praktycznych krokach:
- Cel zależny wyłącznie od Ciebie.
- Cel mierzalny.
- Cel osadzony na każdym poziomie Diltsa.
- Cel realistyczny, ale inspirujący.
- Cel zapisany — bo mózg kocha konkret.
- Pierwszy krok zrobiony w ciągu 48 godzin.
- Środowisko sprzyjające realizacji.
To NIE JEST rocket science.
To zdrowy rozsądek ubrany w dobrą metodologię.
I na koniec — mała historia
Pracowałam kiedyś z klientką, która przyszła i mówi:
„Chcę, żeby mój mąż mnie bardziej doceniał.”
Zapytałam:
— A na co masz wpływ?
— Tylko na siebie — odpowiedziała.
Po 10 minutach jej nowy cel brzmiał:
„Chcę nauczyć się mówić o swoich potrzebach bez poczucia winy.”
Efekt?
Mąż sam zaczął ją bardziej doceniać.
I to jest właśnie magia wyznaczania celów zależnych od siebie.
Podsumowanie — serio, możesz osiągnąć to, czego pragniesz
Jeśli podejdziesz do celów:
- mądrze,
- świadomie,
- w zgodzie ze sobą,
- na każdym poziomie Diltsa,
- i weźmiesz odpowiedzialność ZA SIEBIE…
…to nie ma bata.
Zrobisz to.
A jeśli chcesz — mogę Cię w tym procesie poprowadzić krok po kroku.
