Są takie sytuacje, które na pierwszy rzut oka wyglądają jak „normalne życie”.
A tak naprawdę są o tym, że ktoś dawno zapomniał zamontować w sobie klamkę od środka.
I teraz zobacz, jak to się objawia w codzienności.
Ktoś pisze: „Masz chwilę?”
I Ty wiesz, że to nie będzie chwila.
Ale i tak odpowiadasz.
Bo „głupio nie odpisać”.
Ktoś mówi: „Możesz mi pomóc?”
I nagle Twoje „możesz” zamienia się w 2 godziny pracy, której nikt nie planował — poza Tobą.
Klasyk:
„Tylko szybko powiedz, co o tym myślisz.”
I już siedzisz w analizie czyjegoś życia jak konsultant kryzysowy, tylko bez umowy i bez wynagrodzenia.
„Wpadnę na 10 minut.”
Tak. Oczywiście.
Te 10 minut ma potem rozwiniętą fabułę, przekąski, emocje i retrospekcje z 2011 roku.
„Zrobisz to dla mnie?”
I zanim zdążysz pomyśleć, już robisz.
„Weź, Ty zawsze dasz radę.”
I Ty: no to chyba nie mam wyjścia.
„Nie obrażaj się, ale…”
I tu już wiesz, że właśnie stracisz spokój, ale zostaniesz w rozmowie, żeby „nie robić niezręcznie”.
A potem są te bardziej subtelne rzeczy:
– mówisz „ok”, kiedy w środku jest „nie”;
– zgadzasz się, choć ciało mówi „uciekaj”;
– tłumaczysz się z rzeczy, których nie trzeba tłumaczyć;
– bierzesz na siebie cudze emocje, żeby ktoś inny miał lżej;
– jesteś „elastyczna”, aż przestajesz wiedzieć, gdzie Ty się kończysz.
I najciekawsze jest to, że z zewnątrz to często wygląda jak:
„ona taka dobra, taka pomocna, taka dostępna”.
Tylko że w środku nie ma spokoju.
Jest zmęczenie, którego nie da się odespać jedną nocą.
Jest napięcie, które nie ma jednej konkretnej przyczyny.
Jest takie ciche: „ile jeszcze?”
I tu jest coś, co rzadko ktoś mówi wprost:
Brak granic nie zaczyna się u innych ludzi.
Zaczyna się w momencie, w którym Ty siebie przestajesz słyszeć.
Bo jeśli Ty nie mówisz „stop”,
to świat uznaje, że „jedziemy dalej”.
I teraz pytanie, które trochę zmienia perspektywę:
Jakim cudem wydaje Ci się, że będziesz bardziej lubiana,
że będziesz miała prawdziwą relację,
jeśli w tej relacji Ty jesteś tylko reakcją na potrzeby innych?
Bo jeśli zawsze jesteś „dostępna”, „miła”, „ok”, „dobra”,
to ludzie nie poznają Ciebie.
Poznają Twoją zgodę.
A zgoda to nie to samo co bliskość.
Granice nie są karą dla innych.
Granice są sposobem, w jaki mówisz: „tu jestem ja”.
I wbrew pozorom to właśnie one budują najzdrowsze relacje.
Bo wtedy wiadomo, gdzie kończy się „Ty”, a zaczyna „my”.
Jeśli czytasz to i masz wrażenie, że to trochę o Tobie — nie w sensie jednego przykładu, ale tego ogólnego schematu — to warto się temu przyjrzeć głębiej.
Dlatego stworzyłam program „Od Ja do MY”, w którym pracujemy właśnie nad tym, jak odzyskać siebie w relacjach, przestać żyć w trybie „dostosowania” i nauczyć się stawiać granice bez poczucia winy.
