Zagram z Tobą w otwarte karty.
Zanim powiesz, że „po prostu taka jesteś”…
zatrzymaj się na chwilę.
I odpowiedz sobie szczerze:
Czy naprawdę wchodzisz w relację jako Ty?
Czy raczej jako ktoś, kto wie, jak się zachować, żeby było „bezpiecznie”?
Może jako ta, która nie mówi za dużo.
Albo ta, która zawsze rozumie.
Albo ta, która udaje, że jej nie zależy.
I teraz najważniejsze pytanie:
Czy to naprawdę Ty…
czy tylko dobrze dopasowana maska?
Brzmi ostro? No to jeszcze trochę.
Nie jesteś „po prostu sobą”, kiedy się zakochujesz, kiedy się boisz, kiedy próbujesz coś uratować.
Jesteś:
tą, która ogarnia,
tą, która daje więcej,
tą, która się wycofuje, zanim ktoś ją odrzuci,
albo tą, która udaje, że „jej nie zależy” (a zależy jak cholera).
I wiesz co jest najciekawsze?
Że robisz to tak dobrze, że sama zaczynasz wierzyć, że TO JESTEŚ TY.
A to tylko rola.
—
Teraz moment, który może trochę namieszać w głowie.
Bo pewnie myślisz:
„No dobrze, ale przecież ja taka jestem…”
No właśnie nie do końca.
To, jaka jesteś w relacjach, bardzo często jest odpowiedzią na coś, czego kiedyś zabrakło.
Jeśli kiedyś musiałaś zasłużyć na uwagę — dziś jesteś tą, która daje z siebie 200%.
Jeśli ktoś kiedyś był emocjonalnie niedostępny — dziś jesteś tą, która próbuje „dotrzeć” za wszelką cenę.
Jeśli zostałaś zraniona — dziś jesteś tą, która ucieka pierwsza.
To nie jest charakter.
To jest strategia przetrwania.
I ona kiedyś miała sens. Serio.
Tylko że teraz… rozwala Ci relacje.
Bo zamiast być blisko, odgrywasz scenariusz.
Zamiast mówić „hej, boję się” — robisz wszystko, żeby tego nie pokazać.
Zamiast powiedzieć „zależy mi” — udajesz luz.
Zamiast sprawdzić, czy ktoś jest dla Ciebie — próbujesz być idealna dla niego.
I potem jesteś zmęczona.
I trochę zagubiona.
I trochę wkurzona, bo „znowu wyszło jak zawsze”.
—
To teraz najważniejsze.
Wyjście z tego nie polega na tym, że masz się „naprawić”.
Nie jesteś zepsuta.
Wyjście polega na tym, że zaczynasz widzieć swoją rolę.
Łapiesz moment, w którym ją zakładasz.
Ten moment, kiedy:
chcesz coś powiedzieć… ale milczysz,
chcesz zostać… ale się wycofujesz,
chcesz być sobą… ale zaczynasz się dopasowywać.
I zamiast iść dalej automatem — zatrzymujesz się.
I robisz coś nowego.
Nawet małego.
Mówisz jedno zdanie więcej prawdy.
Nie uciekasz od razu.
Nie zgadujesz — tylko pytasz.
I to jest ten moment, w którym przestajesz grać.
A zaczynasz być.
—
Ja nazywam to przejściem z „roli” do „relacji”.
Z JA, które się chowa, dopasowuje albo walczy…
do JA, które jest obecne.
I dopiero wtedy może powstać prawdziwe MY.
Nie takie zbudowane na domysłach i napięciu.
Tylko takie, w którym ktoś naprawdę Cię widzi.
Bo Ty w końcu przestajesz się ukrywać.
—
Właśnie o tym jest stworzony przeze mnie PROGRAM „od JA do MY”.
To nie jest miejsce, gdzie ktoś Ci mówi, jak masz być.
To jest przestrzeń, w której — będąc w grupie — zaczynasz widzieć siebie.
W relacjach z innymi.
W swoich reakcjach.
W tym, co robisz, kiedy robi się blisko.
I nagle widzisz więcej.
Zaczynasz rozpoznawać role, które kiedyś Cię chroniły…
a dziś Cię ograniczają.
I masz szansę spróbować inaczej.
Bez presji.
Bez udawania.
Bez grania kogoś, kim nie jesteś.
—
Bo prawda jest taka:
Dopóki grasz rolę — będziesz przyciągać ludzi, którzy pasują do tej roli.
Dopiero kiedy zaczniesz być sobą…
pojawi się ktoś, kto pasuje do Ciebie.
I to zmienia wszystko.
—
Jeśli czytasz to i masz takie ciche „kurczę… to o mnie” i pojawia się w Tobie choć odrobina ciekawości:
„OK… to jak z tego wyjść?”…
…to zapraszam Cię, zajrzyj na zakładkę PROGRAM.
Opowiadam tam więcej o programie „Od JA do MY” —
o tym, jak wygląda ten proces i w jaki sposób możesz dołączyć do grupy.
Może to będzie pierwszy krok do czegoś naprawdę innego.
