Pewnie znasz ten moment.
Siadasz przy wigilijnym stole. Pachnie barszczem, ktoś już trzeci raz poprawia obrus, a w tle leci ta sama kolęda, która leci od zawsze. Jest ciepło, rodzinnie, „jak powinno być”. I nagle… zaczyna się.
– „A Ty to dalej sama?”
– „A praca? Dalej ta sama?”
– „A dzieci? No bo wiesz, zegar biologiczny…”
– „A pamiętasz Kasię? Ona to już trzeci awans!”
– „A kiedy w końcu coś swojego?”
I nawet nie wiesz, kiedy zamiast karpia na talerzu masz wewnętrzny egzamin z własnej wartości.
Witaj w świętach.
Świętach, które miały być o spokoju, a często są o udowadnianiu, że z Tobą wszystko w porządku.
Skąd się bierze ta presja?
Prawda jest taka, że przy wigilijnym stole rzadko siedzą tylko ludzie. Siedzą też:
- niespełnione oczekiwania
- stare role („ta zdolna”, „ta problematyczna”, „ta, co zawsze musi coś udowodnić”)
- porównania z kuzynką, która „ma wszystko”
- i wewnętrzny głos, który mówi: „Muszę wypaść dobrze. Muszę się obronić. Muszę pokazać, że jestem okej.”
Święta są jak lupa. Wszystko się powiększa.
Twoje sukcesy. Twoje braki. Twoje wątpliwości.
Bo to nie jest zwykły obiad.
To audyt życiowy w trybie offline.
Dlaczego tak bardzo chcemy udowadniać swoją wartość?
Bo wielu z nas nauczyło się jednego bardzo wcześnie:
Jesteś wartościowa, jeśli…
– jeśli spełniasz oczekiwania
– jeśli inni są z Ciebie dumni
– jeśli „coś osiągnęłaś”
– jeśli Twoje życie da się dobrze opowiedzieć w pięciu zdaniach przy stole
Problem w tym, że święta aktywują stare programy. Te z dzieciństwa. Te, w których miłość była warunkowa, a akceptacja przychodziła razem z pochwałą.
I nagle dorosła Ty, z całym swoim doświadczeniem, mądrością i drogą, cofa się o kilka dekad i znowu próbuje zasłużyć.
Porównania – ulubiona świąteczna dyscyplina sportowa
Porównywanie się przy wigilijnym stole to sport ekstremalny.
Bo porównujesz:
- swoje zaplecze emocjonalne do czyjegoś highlightu
- swoje zmęczenie do czyjegoś „u mnie super”
- swoją drogę do cudzej narracji
A narracje świąteczne są jak Instagram na sterydach.
Nikt nie mówi o:
- kryzysach
- lękach
- nieprzespanych nocach
- poczuciu zagubienia
Mówi się o efektach. O tym, co da się ładnie zapakować.
I jeśli w tym momencie czujesz, że „u Ciebie nic spektakularnego się nie wydarzyło” – to wiedz jedno:
życie to nie jest konkurs prezentacji PowerPoint.
Największe kłamstwo świąt
Największe kłamstwo brzmi:
„Wszyscy inni mają lepiej poukładane życie.”
Nie mają.
Mają tylko inne maski.
Inny sposób radzenia sobie.
Inne strategie przetrwania.
Czasem ten, kto najgłośniej opowiada o sukcesach, najbardziej boi się ciszy.
A ten, kto dopytuje, często sam szuka potwierdzenia, że jego wybory były słuszne.
Wewnętrzny spokój nie rodzi się przy stole
I tu dochodzimy do sedna.
Wewnętrzny spokój nie pojawia się wtedy, gdy:
- wszyscy Cię zaakceptują
- nikt nie zada niewygodnego pytania
- wypadniesz „idealnie”
On pojawia się wtedy, gdy przestajesz brać udział w grze.
Gra brzmi:
„Udowodnij, że zasługujesz”.
A Ty możesz odpowiedzieć:
„Dziękuję, nie gram.”
Jak przestać udowadniać swoją wartość? (praktycznie, po ludzku)
1. Zobacz, że to stary mechanizm
To nie jest „prawda o Tobie”.
To jest reakcja. Wyuczony schemat.
Kiedy czujesz napięcie – nie pytaj: „Co ze mną nie tak?”
Zapytaj: „Co we mnie się właśnie uruchomiło?”
To ogromna różnica.
2. Nie musisz się tłumaczyć
Serio.
Nie musisz opowiadać całej historii swojego życia, żeby ktoś uznał, że „jest okej”.
Masz prawo do:
- krótkich odpowiedzi
- zmiany tematu
- uśmiechu bez wyjaśnień
Twoje życie nie jest projektem do obrony.
3. Oddziel cudze oczekiwania od swojej drogi
To, że ktoś uważa, że „powinnaś już…”, nie znaczy, że ma rację.
To znaczy tylko tyle, że:
- patrzy ze swojej perspektywy
- przez swoje lęki
- przez swój filtr
Twoja droga nie musi nikomu pasować, żeby była właściwa.
4. Zauważ, że pytania często nie są o Tobie
Czasem pytanie:
– „A kiedy ślub?”
oznacza:
– „Ja się boję samotności.”
A:
– „A praca?”
oznacza:
– „Ja się boję stagnacji.”
To nie atak.
To często projekcja.
5. Daj sobie zgodę na bycie „nieidealną historią”
Nie wszystko w życiu musi się:
- domknąć
- wyjaśnić
- zakończyć sukcesem
Masz prawo być w procesie.
W pół drogi.
W miejscu, które jeszcze nie ma nazwy.
Humor jako tarcza ochronna
Nie mówię, że masz żartować ze wszystkiego.
Ale dystans ratuje psychikę.
Czasem najlepszą odpowiedzią jest:
– „Jeszcze się nie zdecydowałam, którą wersję życia wybieram”
– „Testuję opcję rozwoju wewnętrznego”
– „Jestem w trakcie aktualizacji systemu”
Śmiech rozbraja więcej niż najlepsza riposta.
A jeśli poczujesz, że to za dużo?
To też jest okej.
Masz prawo:
- wyjść do łazienki i pooddychać
- wyjść na spacer
- nie uczestniczyć w każdej rozmowie
Twoje granice są ważniejsze niż świąteczna atmosfera „za wszelką cenę”.
Najważniejsze, co chcę Ci powiedzieć
Twoja wartość:
- nie siedzi przy stole
- nie zależy od pytań
- nie rośnie ani nie maleje od porównań
Ona jest.
Była zanim ktoś zapytał.
Będzie po tym, jak święta się skończą.
I naprawdę…
nie musisz nikomu niczego udowadniać, żeby zasługiwać na spokój.
Jeśli w te święta zrobisz tylko jedną rzecz, niech to będzie ta:
Bądź po swojej stronie. Nawet (a może zwłaszcza) przy wigilijnym stole.
