Znasz to uczucie, kiedy masz wrażenie, że Twoje życie prowadzi się samo… tylko jakoś nie w tę stronę, w którą byś chciała?
Jakbyś siedziała na fotelu pasażera, patrzyła przez szybę i myślała:
„No dobra, a kto tu właściwie trzyma kierownicę?”
Jeśli kiwasz głową, to spokojnie — nie jesteś sama. I nie, nie jesteś „za słaba”, „nieskuteczna” ani „taka już po prostu jesteś”. Najczęściej jesteś tylko zmęczona oddawaniem swojej mocy okolicznościom.
Pogodzie.
Innym ludziom.
Przeszłości.
Lękowi.
A czasem nawet… humorowi w poniedziałek rano.
Dobra wiadomość jest taka: poczucie sprawczości da się odzyskać. Zła? To nie stanie się magicznie, kiedy „wszystko się ułoży”. Ale spokojnie — to nie jest artykuł o zapinaniu się w zbroję wojownika i „braniu życia za rogi”. Raczej o tym, jak powoli wrócić do siebie. Bez spiny. Bez presji. Bez hasła „musisz”.
Czym w ogóle jest poczucie sprawczości?
Najprościej?
To wewnętrzne poczucie, że:
„Mam wpływ. Mogę wybierać. Nawet jeśli nie kontroluję wszystkiego.”
Nie chodzi o to, że zawsze wygrywasz, wszystko Ci się udaje i masz plan na 5 lat do przodu (kto to w ogóle wymyślił?).
Chodzi o coś znacznie bardziej przyziemnego:
- że Twoje decyzje coś znaczą,
- że Twoje „tak” jest prawdziwe,
- że Twoje „nie” w ogóle istnieje,
- że nie jesteś tylko reakcją na to, co przynosi życie.
Kiedy tracisz poczucie sprawczości, zaczynasz żyć w trybie:
„Zobaczymy, co się stanie” albo „Nie mam teraz wyjścia”.
A prawda jest taka, że wyjście prawie zawsze jest. Tylko czasem wygląda bardzo nieefektownie.
Jak oddajemy swoją moc, nawet tego nie zauważając
Oddawanie mocy rzadko wygląda dramatycznie. To nie jest jedna wielka decyzja. To raczej setki małych momentów, w których mówisz sobie:
- „Nie teraz”
- „Nie ma sensu”
- „Inni mają gorzej”
- „Przesadzam”
- „Muszę to jakoś wytrzymać”
I tak, dzień po dniu, rezygnujesz z siebie w drobnych sprawach.
Oddajesz moc, kiedy:
- zgadzasz się, choć w środku coś się kurczy,
- nie mówisz, co czujesz, żeby „nie robić problemu”,
- odkładasz swoje potrzeby na bliżej nieokreślone „kiedyś”,
- wierzysz, że „jak się zmienią okoliczności, to ja wreszcie ruszę”.
Spoiler: okoliczności rzadko się zmieniają pierwsze.
„Taka już jestem” — czyli najpopularniejsze kłamstwo świata
To zdanie brzmi niewinnie. Nawet dojrzale. A jednak potrafi być sabotażystą.
„Taka już jestem” często znaczy:
- boję się spróbować,
- boję się rozczarować,
- boję się, że się nie uda,
- boję się, że się uda i nie będę wiedziała, co dalej.
Poczucie sprawczości nie znika dlatego, że „taka jesteś”.
Ono znika, bo kiedyś było bezpieczniej przestać próbować.
I uwaga — to nie był błąd. To była strategia przetrwania.
Tylko że to, co kiedyś chroniło, dziś ogranicza.
Sprawczość nie wraca przez wielkie decyzje
To ważne, więc powtórzę:
sprawczość nie wraca przez jedną wielką, odważną decyzję.
Wraca przez małe, czasem wręcz banalne wybory, takie jak:
- „Dziś zrobię to po swojemu”
- „Nie odbiorę tego telefonu”
- „Pójdę na spacer zamiast się zmuszać”
- „Powiem, że potrzebuję czasu”
To są mikroakty mocy.
I one działają jak mięsień. Im częściej ich używasz, tym silniejsze się stają.
Przestań czekać, aż poczujesz się gotowa
To brutalna prawda, ale powiedzą Ci ją tylko przyjaciele:
gotowość rzadko przychodzi przed działaniem.
Najczęściej przychodzi po.
Najpierw jest:
- niepewność,
- wątpliwości,
- myśl „co ja wyprawiam”.
A dopiero potem:
- ulga,
- poczucie „hej, mogę”,
- pierwszy błysk sprawczości.
Jeśli czekasz, aż zniknie strach — możesz czekać długo.
Jeśli zrobisz coś pomimo strachu — sprawczość zacznie wracać.
Oddawanie mocy okolicznościom — czyli klasyczne „jak tylko…”
„Jak tylko będę miała więcej czasu…”
„Jak tylko on się zmieni…”
„Jak tylko będę spokojniejsza…”
„Jak tylko życie się uspokoi…”
Nie chcę Cię rozczarować, ale życie rzadko się uspokaja.
Ono raczej zmienia dekoracje.
Poczucie sprawczości zaczyna się w momencie, kiedy mówisz:
„Ok. To są okoliczności. A co JA mogę zrobić w ich ramach?”
Nawet jeśli odpowiedź brzmi: „niewiele”.
To „niewiele” wciąż jest czymś.
Sprawczość to nie kontrola (uff)
Dobra wiadomość: nie musisz wszystkiego ogarniać.
Sprawczość nie polega na kontroli świata.
Polega na kontakcie ze sobą.
Na pytaniach:
- Co jest teraz dla mnie ważne?
- Na co się zgadzam?
- Na co już nie?
- Jaki jest najmniejszy krok, który mogę zrobić?
Czasem sprawczością jest działanie.
A czasem… świadome niedziałanie.
Co możesz zrobić dziś, naprawdę dziś
Nie jutro. Nie od nowego tygodnia.
Dziś.
- Zauważ jedną sytuację, w której automatycznie się zgadzasz — i zrób pauzę.
- Zrób jedną rzecz po swojemu, nawet jeśli jest drobna.
- Zadaj sobie pytanie: „Gdzie oddaję swoją moc z przyzwyczajenia?”
Nie musisz od razu wszystkiego zmieniać.
Wystarczy, że przestaniesz siebie opuszczać.
Na koniec…
Nie straciłaś swojej mocy na zawsze.
Ona nie zniknęła. Ona tylko czeka, aż znów zaczniesz z niej korzystać.
Bez wielkich deklaracji.
Bez dramatów.
Bez bycia „lepszą wersją siebie”.
Wystarczy, że będziesz bardziej po swojej stronie niż po stronie lęku.
Reszta przyjdzie.
Serio.
